No było i16 a teraz i i22, ale mimo wszystko przez osłabiony stepG będzie trafiać często.
Dobra, zanudzę Was teraz moimi przygodami
nieco skróconymi jednak.
Jak Bolgan wspomniał, miałem pewne trudności z biletem i hotelem ale na szczęście wszystko dobrze się skonczyło. Przy okazji odezwała się do mnie miła Pani, która byłą jedną z organizatorek turnieju i zaproponowała, żebym spotkal się nalotnisku z Peterem ze szwedzkiego Namco. Sam lot do Londynu był okropny - dużo turbulencji, a pod koniec samolot chyba nie mógł wylądować i musieliśmy krążyć nad lotniskiem, myślałem, że będe wymiotował co 3 min.
No jednak samolot nie spadł i wylądowaliśmy. Lotnisko gigantyczne jak można było się spodziewać. Nie mogłem zlokalizować nigdzie Peter'a więc sprobowalem do niego zadzwonic, pierwszy numer jaki wykręciłem był bledny, odezwala się jakaś gosciowka z Namco i szybko się rozlączylem xD udało się za drugim razem, najlepsze było to, że kiedy rozmawialem z nim przez telefon on stal 2m odemnie a i tak się nie slyszelismy. Peter był razem z innymi graczami - Robinem (Szwecja), Jacobem (Dania) i jeszcze jednym kolesiem, który przyjechał filmować. Skierowaliśmy do pociagu... bilet 20 funtow O.o yhm. Okazało się, że Namco jednak będzie nam placic za wszystko, wlacznie z jedzeniem,wow.
No więc pociagiem za 20 funtow jechalismy moze z 10min i wysiedlismy na stacji metra. Tam Peter ponownie kupil nam bilety na calodniowe podrozowanie transportem publicznym. Najpierw poszliśmy coś zjeść - po krótkiej rozmowie szybko do mnie dotarło, że Ci kolesie to raczej takie SCkowe noobki, które nie kumają nawet frame daty. No ale fajnie się gadało mimo wszystko. Po około godzinie udaliśmy się do hoteli -budynek w którym mieli spać Peter, Robin, Jacob i koles z kamerą wyglądał jak odnowiony blok z lat 60-70 wstawiony między zabytkowe wille. Mimo to Peter zapłacił za 2 noce ponad 1000 funtów. Później udaliśmy się do mojego hoteliku, który okazał się być zabytkowym przedwojennym budynkiem, w środku wyglądał jak Pałac -
http://i282.photobucket.com/albums/kk252/ringssc/IMAG1941.jpg a okolica też fajna
http://i282.photobucket.com/albums/kk252/ringssc/IMAG1943.jpg czyli generalnie było bardzo fajnie, tym bardziej jak sobie przypomnę, że w Paryżu spaliśmy na dmuchanych materacach w pokojach bez mebli i ogrzewania.
W piątek mieliśmy udać się do centrum Londynu pograć z brytyjskimi graczami o godzinie 18:00. Mieliśmy jeszcze trochę czasu więc udaliśmy się do drugiego hotelu, żeby pograć. Robin przywiózł swojego Xboxa360. Od razu było widać, że tylko on jeszcze jako tako kuma SC5. Zarówno Robin jak i Jacob grali Algolem.Była 14, ale Robin chciał jeszcze kupić sobie fightpada SSF4 do grania wiec udaliśmy się do centrum. Londyn to strasznie chaotyczne miasto, trudno się połapać co gdzie jest a na dodatek wszystko jest potwornie drogie. Pod względem architektury Paryż chyba bardziej mi się podobał, był bardziej monumentalny. Kiedy dotarliśmy do centrum było tam od cholery ludzi, ledwo można było się przecisnąć. Chodziliśmy z Robinem po sklepach aż w koncu udało mu się kupic tego fightpada, później w metrze okazało się, że to była wersja do PS3 i do tego bezprzewodowa xD rotfl.
Kiedy dotarliśmy na miejsce (HMV na Picadilly Circus) okazało się, że nikogo z brytyjskich graczy SC nie widać. Po 15min na miejsce przybył Silent Joel, jeden z topowych graczy. Odpaliliśmy PS3, niestety na telewizorze był ogromny lag wiec trudno się grało. Po kilku walkach dostaliśmy nieco lepszy telewizor, przybył też Hyrul i jakiś inny gracz, którego nicka nie znam. Z Joelem chyba w końcu było 10:4 wliczając te lagujące walki, z Hyrulem też wygrałem podobnie bez większych problemów. Warto wspomnieć, że Hyrul gra w SCV od około pół roku bo pracował nad guidem do gry, ale mimo wszystko poziom ma taki sam jak w poprzedniej części. Później jeszcze zagrałem z jakimś graczem Omegą, który w ogóle nie potrafił grać w tego soula. Później znowu Silent Joel, ale już nie mógł nawet dotkąć mojej Ivy xD w sumie to nawet się zacząłem nudzić pod koniec trochę, liczyłem na więcej. Po około 2 godzinach Peter powiedział, że musimy spadać bo jeden z kolejnych graczy, którym miał się zaopiekować utknął w metrze. Kiedy go odnaleźliśmy okazało się, że to Fenro z Finlandii.Wszyscy udaliśmy się do chińskiej restauracji, ponownie na koszt Namco
później do hotelu.
Rano w sobote znowu odwiedziłem pokój Robina, w którym już trwała mała sesja SC5, tym razem z udziałem Fenro. Koleś jako jedyny znał się na systemie i FD, więc można było sobie z nim podyskutować. Po zagraniu kilkudziesięciu walk na padach od xboxa ( zero CSow =/ ) udaliśmy się do kościoła, w którym odbywał się turniej przechodząc labiryntami domków jednorodzinnych. Sam kościół robił wrażenie, a w środku wszystko było przygotowane naprawdę rewelacyjnie. Niestety okazało się, że z około 15 konsol tylko 4 to PS3 i w dodatku trzy z nich beda przeznaczone na turniej. A na połowie z reszty były inne gry (Soul Edge, SC1, SC2, SC3, SC4) no i dwa automaty z TTT2. Tak więc już wtedy wiedziałem, że raczej dużo freeplayów nie pogram. Spotkałem Kalasa z Niemiec, z którym pograłem w SC3. Przypomniał mi jakim koszmarem była Xian xD Później liczba osób w kościele przekroczyła chyba 200, i trudno było dostać się do konsoli. Na scenie pojawił się koleś, który zaczał tzw "welcome speech". Ja akurat grałem z Fenro casuale na main stage'u, kiedy odwróciłem się na chwilę oczy wyszły mi z orbit - na ekran naszej konsoli patrzyli Daishi-san oraz Utoh-san, którzy pojawili się dosłownie znikąd.
Po chwili zeszli na dół udzielić wywiadu po czym zaczęły się kwalifikacje do turnieju w UK, które trwały kilka godzin na PS3. W między czasie poznałem Rikimaru z Włoch i Trace'a z Hiszpanii, z którym kontakt utrzymuje już od kilku lat w sumie. Trace przyjechał z ludźmi z Namco Spain, którzy mieli przy sobie wszystkie zmiany dla postaci w patchu
Po chwili przyjechali też francuzi - Akire, Scud i Kayane, którzy zostali w tym samym hotelu co ja. Na pierwszy ogień Scud przegrał z Mitsem Akire 10:1, później ktoś inny przysiadł się do konsoli i ze Scudem pograłem tylko na Xboxie =/ Pojawił się również cichociemny Dagotth, który z nikim prawie nie rozmawiał ani nie grał tylko chodził w kółko i się przyglądał. Udało mi się w międzyczasie zbić Leixie Hyrula, zagrałem też z Trace'm na Xboxie. To chyba było tyle. Reszte czasu spedziłem rozmawiajac z innymi graczami i Hayato z Francji aż w koncu zaczęły się finały. Moje imie zostało wylosowane jako pierwsze a moim przeciwnikiem Akire -czarna suka czuwała. Cóż, pierwsza walke przegrałem okropnie, nie wiedziałem co robić. Z Belialem grałem na PSN ale jego styl był zupełnie inny. Mitsu to jednak kapa, po wszystkim na bloku ma od -2 do -6 i 4B zawsze działa jako mixup, albo może po prostu dalej atakować. Jak się jest zdenerwowanym to można odlozyc pada :p
Późniejszych walk nie ogłądałem. Wielu finalistow nie widziałem nawet na oczy. Poźniej miałem walczyć z jakimś Addictem z Grecji, z którym nie miałem żadnych problemów. Nawet śmiać mi się chciało bo całe 6 rund robił same rzuty z A. Później czas przyszedł na Rikimaru, jedna z najlepszych Natsu w Europie. Koleś miał świetnego skilla, robił jej JFy w prawie 100%, nawet w jednej rundzie dostałem combo za 80% ze ścianą.. no ale wyrgrałem chyba 2:0 (już nie pamiętam xD), dalej był chyba Shen Chan na streamie co pewnie oglądaliście, a później daGOTTh. Bardzo ciężka walka. Pierwsza wygrałem bez problemów 3:0 w rundach, kolejna przegrałem 3:0. W końcowej walce było 2:2 w rundach ale udało mi się wygrać. Oczywiście teraz wszyscy jego porażkę przypisują do lagujących przejsciowek, ale jakoś nie miał problemów z robieniem JFowych stabów w gwarantach. Po tej walce żeby wejść do top 3 musiałem zmierzyć się ponownie z Akire, niestety znowu przegrałem. Gdyby nie on to pewnie bym wygrał całość no ale coż,życie (i czarna suka
)
Trudno mi było uwierzyć, że Hyrul wygrał. Ogólnie poziom turnieju był słaby, ale mimo to wszyscy się świetnie bawili. Po finale przyszedł czas na "party" i turniej SC1 na DC, do którego nie udało mi się nawet dostać bo miał limit osob. Daishi i Utoh podpisywali koszulki, podszedłem do nich z pytaniem o to, czy ułatwią iCSa ale Daishi powiedział "NO" po czym dodał, że jak sam go próbuje zrobić to mu wychodzi raz na 2 godziny xD fajnie. Jakiś czas później udało mi się zagrać z Daishim, najpierw zbił Rikimaru, później przegrał z Kayane a potem zbiłem go ja
wszystko dobiegało końca, Namco miało mi zamówić taksówkę do hotelu, ale Hayato zaproponował, żebym wybrał się z nimi do restauracji. Dzięki temu, że byłem przez około godzinę sam na sam z Daishi, Utohem i Hayato miałem okazje "wyssać" z nich wiele informacji, np:
- nie znerfią Alpha Patroklosa bo nie wierzą, ze ktos kto umie robić jego JFy za każdym razem prawie istnieje xD mowili, ze ogladali filmy z turniejow i byli zawiedzieni "egzekucja" graczy. Poza tym Utoh twierdzi, że JF twister to najtrudniejszy JF w grze. Nie mam więcej pytań.
- Siegfried wcale nie jest dla Namco słaby i jest tam gdzie oni chcą żeby był.
- Namco nie czyta sugestii dot. balansu na 8WR bo team, który zajmuje się balansowaniem gry nie rozumie języka ang, lol
Po parunastu minutach krążenia po Londynie Daishi był zmęczony i postanowił wrócić do Hotelu z Utohem. Zostałem sam z Hayato. Najbardziej mnie rozsmieszyl moment kiedy szlismy mostem, i mowilem, że w turniejowym graniu w bijatyki lubie to, że się podróżuje i poznaje wiele ciekawych osob po czym jakaś pijana baba nam rzygnęła na buty...
Po jakimś czasie spotkaliśmy się z Akire, Scudem i jakimiś innymi francuzami. Udaliśmy się do jakiegoś klubu, z którego na szczęście szybko się ulotniliśmy bo nasze głowy nie wytrzymały by dłużej tej muzyki (nie było w ogóle słychać co mówiła osoba obok), zostałem jednak "zmuszony" do wypicia piwa xD Akire chciał wracać do hotelu, ja i Scud nie mieliśmy nic przeciwko więc ruszyliśmy z naszym fantastycznym przewodnikiem Hayato ;p po Londynie krążyliśmy na piechotę chyba 3 godziny w srodku nocy nie mogąc złapać takstówki oraz nie mogąc zrozumieć jak działają linie autobusowe. Ale ogólnie było bardzo przyjemnie, dużo smiechu. Zdałem sobie sprawę, że jakbym miał pojechać sam to bym w tym mieście zginął po prostu. Do hotelu udało nam się dotrzeć około 3 w nocy (dzięki Bogu za taksówkę).
(Od Scuda dowiedziałem się, że Kayane jednak nie było w naszym hotelu tylko została w hotelu z Hayato, Daishim i Utohem tak więc to PSX extreme dałem Scudowi, żeby jej przekazał w pociągu Di)
W hotelu kolejny zonk - mają inne gniazdka tak więc nie mogłem naładować komórki -.- koleś w recepcji (dobrze, że ktoś jest tam 24/7) powiedział, że maja przejścówki ale akurat wszystkie są w użyciu - znowu suka. Naładowanie telefonu było mi potrzebne głównie po to, że w mojej torbie miałem 3 kontrolery od Xboxa i fightpada (Robina i Jacoba) a nie byłem pewien kiedy oni mają loty powrotne. Dopiero kiedy o 8 rano podszedłem do kolesia znowu z pytaniem o przejsciowke postanowił naladowac mi tel przy uzyciu kabla USB. Zjadłem jeszcze śniadanie z francuzami po czym wyruszylem do hotelu Peter'a i innych. Pownownie w pokoju Robina trwała już sesja w SC5 XD tym razem zbiłem ich wszystkich (włącznie z Fenro) na padzie od xboxa. O 11:00 rano musieliśmy się wynieść z hotelu, a jako że wszyscy mieliśmy lot w okolicy godziny 18:00 to pojechaliśmy sobie do centrum coś tam pozwiedzać. W międzyczasie odłączył się od nas Peter z Namco, naprawdę super człowiek. Mam nadzieję, że uda mi się go jeszcze spotkać.
Połaziliśmy pod Big Benem, prześliśmy przez most, posiedzieliśmy pod "londyśnkim okiem", w sumie standardzik. Zaszokowali mnie jacyś randomowi azjaci, którzy chodzili po poręczy od mostu przy silnym wietrze... tylko pogratulować. Poszliśmy jeszcze do restauracji w której po raz pierwszy wydałem jakieś pieniądze podczas tego wyjazdu (nie licząc 3,60zł na bilet autobusowy na lotnisko). Po tym wszystkim udaliśmy się w koncu na lotnisko. Dobrze, że mieliśmy ze sobą Jacoba, który nieźle się orientował w Londynie bo inaczej by było z nami krucho
oczywiscie czarna suka musiała jeszcze dać znać o sobie, bo pod koniec na lotnisku kiedy próbowałem przejść przez bramkę okazało się, że mój bilet był na strefę 1-2 a to była strefa 6... nie rozumiem tylko jakim cudem Jacob, Robin i Fenro przeszli skoro dostali te same bilety od Peter'a. Na szczęście kontroler mnie przepuścił. Musieł się pożegnać z chłopakami, którzy odlatywali z innego terminalu. Ja miałem jeszcze około godzinę na błądzenie po lotnisku Heathrow, wynudziłem się okropnie. W samolocie juz spałem, nie rozbiliśmy się wiec to chyba najważniejsze ;P
Po powrocie miła Pani organizator ponownie się ze mną skontaktowała i poprosiła, żebym podał jej adres na który ma wysłać sticka SCV Madcatz do PS3 ;P w sumie dobrze, że nie kupiłem wcześniej a teraz bede miał dwa. Cóż, ogólnie było naprawdę super i dużo przygód. Wydaje mi się, że za ten mój wyjazd, hotel, przejazdy, jedzenie i sticka Namco w sumie wydało więcej niż to co wygrał Hyrul (chyba 1500 funtow, nie licze ofc tego miecza i wyjazdu do Vegas) wiec nie mogę narzekać. Hayato też coś wspominał, że może było by możliwe organizowanie turniejów w Warszawie co 3 miesiace w klubie Lucid (w tym samym gdzie były kwalifikacje do Impacta) z nagrodami. Jedynym problemem są konsole, których Namco nie może dać więc musielibysmy zalatwic swoje pewnie.
Sorry, że to tak chaotycznie napisane, nie chcialem spędzic polowy dnia na opisywaniu wszystkiego mając na uwagę poprawną polszczyznę xD
Tradycyjnie unikałem zdjęc, ale Fenro mnie strasznie męczył żeby zrobić jedno, nawet nie wyszło takie złe. Na zdjęciu ja i Jacob (My personal Jesus
)